poniedziałek, 29 lipca 2019

Nurt pierwszy


Wbiłeś wzrok w ekran telefonu, sunąc po nim opuszkiem palca, aby z playlisty popularnego portalu muzycznego wybrać odpowiedni utwór. Po chwili w twoich bezprzewodowych słuchawkach rozbrzmiewała energiczna melodia, która skutecznie miała pobudzić twoje ciało wraz z umysłem do aktywności fizycznej. Uparcie odtwarzałeś schemat rozgrzewki wypracowany przez ciebie na dystansie kilku minionych lat, choć twoje nastawienie psychiczne podpowiadało ci, aby zostać w domu i odpuścić sobie chwytanie promieni lipcowego słońca, lecz skoro już trener zauważył w tobie potencjał i przydatność na ten jakże wyczerpujący maraton kadrowy zdecydowałeś się w pełni wykorzystać tą szansę. Poświęciłeś kilka minut każdej partii mięśni, która była niezbędna do rodzaju wysiłku na jaki się zdecydowałeś i podreptałeś do bramki, zmieniając towarzysząca ci piosenkę na bardziej preferowaną. Gdy twoje stopy znalazły się za posesją rodziców przesiąknięte błękitem tęczówki natrafiły na czarne BMW, przy którego bagażniku widniała drobna, kobieca sylwetka. Zmarszczyłeś brwi, bowiem dom usytuowany naprzeciwko twojego rodzinnego azylu nie był zamieszkiwany od trwałego czasu. Państwo Adamiak opuścili go zeszłego lata, ale jak spostrzegłeś ktoś wreszcie zawiesił na nim oko. Przedstawicielka płci pięknej, której dotąd tu nie widziałeś, przytrzasnęła klapę od bagażnika samochodu i wtedy jej twarz zwróciła się ku tobie. Blondynka zdecydowanie nie radziła sobie z nadmiarem rzeczy jaki znalazł się w jej dłoniach, dlatego też rozglądając się uprzednio przez ulice przebiegłeś na drugą stronę i pokręciłeś z dezaprobatą głową, wyrywając z jej drobnych dłoni siatki z produktami spożywczymi.

-Pomogę.- oświadczyłeś, posyłając jej lekki uśmiech.

Nieznajoma skinęła głową bez słowa i rozwarła przed tobą drzwi, instruując cię gdzie powinieneś umieścić jej zdobycze z supermarketu. Posłusznie opuściłeś je na blat stołu w kuchni i skierowałeś na nią swój wzrok. Delikatne rysy twarzy otulone były jasnymi kaskadami lejącymi się na jej chude ramiona, a brązowe, duże oczy emanowały ciepłem i skryte były pod wachlarzem czarnych, długich rzęs. Musiałeś przyznać, że twoja nowa sąsiadka była naprawdę urodziwa. W umyśle już odtwarzałeś prawdopodobne teksty kolegów z kadry, gdy zagaisz tylko o nowej dziewczynie z sąsiedztwa. Miałeś ochotę się roześmiać, ale zapewne kobieta uznałaby to za dziwne, zważając na to, ze nic nie powiedziałeś. 

-Dziękuję ci bardzo za pomoc.- łagodny, melodyjny głos otulił twoje uszy, a jej usta wyposażone zostały we wdzięczny uśmiech.- Sara.- rzuciła, wysuwając w twoim kierunku drobną dłoń.

-Bartek.- rzekłeś, ściskając jej rękę przez swoją.- Nie ma sprawy.- wzruszyłeś ramionami.- Jesteś tutaj nowa?- posłałeś jej lekki uśmiech.

-Owszem. Wprowadziłam się wczoraj.- odparła, opierając się nonszalancko o jedną z szafek. 

-Gdybyś czegoś potrzebowałam to jestem po drugiej stronie.-zaśmiałeś się.- Chętnie bym porozmawiał, ale właśnie miałem iść pobiegać. -poczułeś lekkie zakłopotanie tym, że tak szybko chciałeś ją opuścić.- Także do zobaczenia może później.-puściłeś jej oczko.

Nim się obejrzałeś a zostałeś przez nią odprowadzony do drzwi i zaproszony na wieczorną herbatę. Ochoczo przystałeś na jej propozycję, gdyż wydawała się naprawdę interesująca osobą, ale z drugiej strony zalały cię wyrzuty sumienia. Dotąd nie kontaktowałeś się z żadną kobietą i  czułeś się nie fair  stosunku do Andżeliki, choć to wydawało ci się odrobinę niedorzeczne, gdyż ona nie stąpała już po tym świecie. Otoczyłeś się murem obronnym, co było skutkiem tragedii mającej miejsce ponad rok temu. Nie potrafiłeś po prostu przebywać w towarzystwie innej kobiety po tym feralnym wydarzeniu.  A może nawet nie starałeś się to czynić? Na dodatek Sara była blondynką podobnie jak Andżelika i nieco dobijał cię ten fakt, gdy na nią spoglądałeś, bowiem przez twoją głowę przewijał się obraz twojej ukochanej. Pokręciłeś stanowczo głową, łaknąc odpędzić od siebie natarczywe myśli i poderwałeś się do truchtu, uruchamiając aplikację upamiętniającą osiągane przez ciebie wyniki. Przymknąłeś powieki, rozkoszując się błogim uczuciem subtelnego wiatru, który owiewał twoją twarz oraz ciało. Rytmicznie uderzałeś stopami o powierzchnię chodnika i  skręciłeś w prawą stronę. Rozpędziłeś się, pobudzając mięśnie do większej pracy. Po chwili ponownie zwolniłeś tempo i uraczyłeś odrobiną uwagi to przywołujące sterty wspomnień miejsce. Znienawidzone przez ciebie jezioro. W głowie mimowolnie odtworzyłeś wizję okręcanej wokół własnej osi blondynki, której ciało okrywał jedynie materiał bikini. Westchnąłeś głośno i zwiększyłeś szybkość, narzucając organizmowi większe obroty, chcąc pozbyć się z głowy tych pogarszających twój stan psychiczny obrazków.  Choć kogo ty oszukiwałeś, Bartku. Te widoki jedynie dobijały cię ostatecznie do dna czy zwieńczały twoje pozbawione sensu życie. Nawet biało-czerwona koszulka meczowa z numerem dwadzieścia dwa nie była w stanie stuprocentowo nakierować twojego życia na jakąkolwiek ambicje. Reprezentacja Polski nie była już priorytetem jak wcześniej. Choćby podczas obecności na parkiecie przy tysiącach kibiców, skwarze na trybunach  twój tor myśli ocierał się o nią.  Nigdy nie umiałeś całkowicie pozbyć się jej z myśli. Nie posiadałeś już zarysów przyszłości w swoim umyśle jak niegdyś miałeś ich nadmiar, gdy obok ciebie widniała roześmiana Andżelika. Wypuściłeś powietrze ze świstem, przystając na moment i chwyciłeś się swoich włosów, czując otulający twoje ciało obłęd.

-Nie radzę sobie, kochanie.- wypowiedziałeś łamiącym się głosem.- Nie radzę sobie bez ciebie.- szepnąłeś, a powierzchnia twoich oczu stała się lustrzana.

Zadarłeś głowę i spojrzałeś w błękitne niebo, wykonując niemy błagalny gest o pomoc. Doznawałeś z nią dziwnego powiązania. Miałeś jakieś cholernie dziwne przeczucie, że cię obserwuje, widzi i stara wspierać, kiedy o to prosisz. Także teraz o to upraszałeś. Po chwili dziwnym trafem stan niemocy minął, a twój umysł ponownie nakazał ci się zaprzeć i ukończyć zamierzony dystans jaki narzuciłeś sobie przed opuszczeniem domu. Truchtałeś otulony brzmieniem ulubionych utworów, które zalewały cię sporymi pokładami motywacji oraz energią na kolejne metry. Na ostatecznym odcinku poderwałeś się do sprintu i z płytkim oddechem wkroczyłeś do wnętrza budynku, w którym się wychowałeś. Otarłeś dłonią kropelki słonego potu błądzące po twoim czole, gasząc jednocześnie pragnienie jakie narastało w tobie z każdym pokonanym kilometrem. Sok pomarańczowy skutecznie cię orzeźwiał, wypełniając potrzebę przyswojenia płynów po treningu.

-Bartuś, widziałeś?- zagaiła do ciebie kobieta przekraczająca próg kuchni.- Mamy nową dziewczynę na osiedlu.- oświadczyła, przyglądając ci się uważnie.

-Wiem, mamo.- odparłeś, odstawiając napój do lodówki.- Miałem ją już okazję poznać. Ładna.-skwitowałeś promiennym uśmiechem.

-Dobrze, że ci się spodobała, bo właśnie miałam zasugerować byś może z tego faktu skorzystał.- mrugnęła do ciebie porozumiewawczo.

-Mamo, daruj sobie.- powiedziałeś chłodno.

-Bartek, nie możesz wiecznie opłakiwać straty Andżeliki.- westchnęła rodzicielka.

-Myślisz, że tak łatwo jest po prostu żyć normalnie po tym co się wydarzyło?!- parsknąłeś, kręcąc z niedowierzaniem głową.- Będę u siebie, ale nie wchodź, jeśli to niekonieczne.- dodałeś cierpko.

-Bartek!- jęknęła bezradnie. 

                                                                                                                                        🌊
Hello! ^^
Miałam to wrzucić równo o 12 w nocy, by rano było co czytać, ale za namową pewnej Pani dodaje Wam ten rozdział świeży niczym bułeczka, bowiem pisany w nocy już teraz :D Ogólnie to właśnie o północy będę publikować nowe części na obecnych historia, gdy tylko będę miała zapas. Jeśli nie to może to mieć miejsce w ciągu dnia jak każdy normalny człowiek robi :D Ja lubię to uczucie, kiedy budzę się, a tu spam powiadomień z Wattpada czy bloga ^^  Ten rozdział jest dla mnie troszeczkę pusty, ale cóż początku bywają trudne. Chciałam zobrazować sytuację mentalną Bartka oraz wpleść naszą główną bohaterkę ^^ Mam nadzieję, że się to Wam spodoba, bo ja ogólnie jetem zadowolona ;3 Całuję i do zobaczenia tutaj za tydzień, a jutro na Bartku ( o 12 jak wspomniałam :D ) ;*

wtorek, 25 czerwca 2019

Prolog


  Otępiałym wzrokiem badałeś taflę srebrzącej się do promieni czerwcowego słońca wody. Wspierałeś się dłońmi o barierkę mostu usytuowanego  nad jeziorem, które już nie miało prawa kojarzyć ci się z beztroską, błogością i szczęściem. To ono spowiło twoje życie wiecznymi wyrzutami sumienia, tysiącem myśli rodzaju „ a gdyby” oraz przesiąkającym twoją ponad dwumetrową sylwetkę intensywnym bólem, który po mimo upływu czasu nadal był tak samo nie do zniesienia jak wtedy. W kącikach twoich oczu nagromadziła się słona ciecz, lecz zacisnąłeś mocno szczękę, aby powstrzymać okazanie słabości. Twoje błękitne tęczówki raczyły swoim zainteresowaniem tylko jeden obszar wodnego środowiska. Miejsce, w którym sylwetka blondynki zaniknęła. Uformowałeś dłonie w pięści i napiąłeś wszelkie partie mięśni nagromadzone w twoim ciele do granic możliwości, odczuwając jak zalewa cię fala furii, zawiści, którą darzyłeś to niegdyś ukochaną przez ciebie lokalizację. O uszy wciąż obijał ci się jej przeraźliwy, niemiłosierny krzyk oraz odgłos uderzania jej dłoni o lustro wody. Z odległości dało się dostrzec bijący od jej zielonych oczu przerażający strach i błagalnie o pomoc. Wtem sparaliżowany zastygłeś w miejscu, podrywając się z koca rozścielonego na skupisku kamieni i wpatrywałeś się bezsilny w jej coraz bardziej zanudzająca się sylwetkę w jeziorze Farskim.  Jak na złość, na przekór losu w pobliżu nie znajdował się zupełnie nikt. Może z wyjątkiem starszej kobiety, która wezwała już pomoc, ale sama nie mogła podjąć się próby ratowania twojej ukochanej, bowiem nie potrafiła pływać. Gdy szok minął było już za późno. Wskoczyłeś do wody, ale gdy wydobyłeś jej drobne ciało na powierzchnie, aby dostarczyć jej tlenu, a w razie czego kontynuować walkę  o przywrócenie jej oddechu i akcji serca przy pomocy RKO ratownik, który przybył na miejsce spojrzał na ciebie zbolałym wzrokiem, oświadczając zgon. Opadłeś bezwładnie na kolana wprost na kamienie, nie dbając o to czy przysporzysz sobie skaleczenia czy też nie. Kręciłeś przecząco głową, stanowczo wypierając się słów mężczyzny, nie chcąc ich zaakceptować, dopuścić do siebie. Chłonąłeś mglistym wzrokiem odzianą w białe bikini opaloną sylwetkę Andżeliki i cierpiałeś, obumierałeś wewnątrz. Skryłeś twarz w smukłych dłoniach i wydałeś z siebie przeciągły, stłamszony jęk, który wydostał się z twojej krtani, z czego nie zdawałeś sobie sprawy. Słona ciecz spływała po twoich policzkach jak rzeka, która wydobywała się z twojego złamanego serca. Choć złamanego to mało powiedziane. Ono było rozszarpane, ledwo scalone ze sobą, a wraz z dłuższą chwilą, gdy przez palce obserwowałeś jak jej ciało zostaje przysłonięte przez czarny worek po prosto runęło doszczętnie, roztrzaskując się, rozpryskując na drobne kawałeczki. Tak bardzo łaknąłeś by to był tylko realistyczny koszmar, zły sen, z którego zaraz miałeś się wybudzić.  Nie dowierzałeś, że nadal jej z tobą nie ma. Rano zerkając w spoczywający na ścianie w kuchni w rodzinnym domu kalendarz uświadomiłeś sobie, że 15 czerwca to okrągłe 12 miesięcy, odkąd jej zabrakło, odkąd odeszła zbyt przedwcześnie, mając jedyne dwadzieścia trzy wiosny na swoim koncie i masę marzeń do zrealizowania, w większej połowie z tobą w roli głównej. Strugi łez skapujące z policzka zaplamiły twoją nieskazitelnie białą koszulkę, a aby zamaskować podpuchnięte oczy na czubek nosa wsunąłeś  czarne, przeciwsłoneczne okulary. Choć wszyscy dobrze wiedzieli, że dzisiaj obchodziłeś swoją prywatną żałobę i na nowo przeżywałeś tragedię niczym niekończący się koszmar. Obróciłeś w palcach sporego rozmiaru kamień i z irytacją wymierzyłeś nim w środek jeziora, chcąc dać upust swoim emocjom. Bezsilny opadłeś na usłane kamieniami podłoże i westchnąłeś głośno, spoglądając w niebo. Nawet czas spędzony we włoskim zespole siatkarskim nie zesłała na ciebie choć odrobiny ukojenia. Znajdowałeś się zdała od tego miejsca, tysiące kilometrów dalej, a mimo to każdego dnia rozpoczynałeś poranek z myślą o tym wydarzeniu, o tym przeklętym miejscu, o tej osobie, która warta była twojej pamięci, twojego wspominania, bowiem Andżelika Młynarska nie była zwykłą kobietą. Ona była tą, która stopiła twoje serce, która wdarła się do niego i zadomowiła na dobre. Była priorytetem. Była ważniejsza od  wszystkiego i wszystkich, od pierwszej miłości, od siatkówki.
    -Kocham Cię, An.-szepnąłeś czule, wpatrując się w błękitne niebo.
Byłeś pewien, że to usłyszała, że tam na górze nadal o tobie pamiętała i sprawowała nad tobą opiekę, Bartku. 

🌊

Cześć! ^^
Nie wytrzymałam presji i walki ze samą sobą odnośnie publikacji tego prologu i oto jest już dodany, ale to tak na zachętę i na kolejne części trochę sobie poczekacie :D Tą część zawdzięczać możecie whateveryouarepretty, bowiem jej nastawienie do tej historii spowodowało, że dodałam to przedwcześnie ;) Trochę krótki ten prolog, ale zdradza to co najważniejsze dla mnie, czyli ból po stracie Bartka i mam nadzieję, że udało mi się w miarę dobrze oddać jego emocje, bo było to trudne zadanie, ale ja lubię mieć pod górkę. Ogólnie to opowiadanie miało być z Huberem w roli głównej, ale siedziałam wczoraj w kuchni, a na tv ukazał się wywiad z Bednim i olśniło mnie :D " Napiszę o Tobie Bedni!" krzyknęłam i pognałam do laptopa zakładać bloga i książkę na Watt :D Także tak wygląda powstanie tego tutaj dzieła xD Całuję i do zobaczenia wkrótce Kochane! ;*
PS: Wpadajcie na Kamila i Mateusza z Tomkiem ! 

poniedziałek, 24 czerwca 2019




Coś co czeka w kolejce.
Coś dramatycznego i głębokiego 
(a przynajmniej mam nadzieję,
 że tak wyjdzie).
Start? 
Wkrótce.
Po dwóch projektach.